minął dzień

Minął dzień

niedziela, 9 lipca 2017

II dzień z kołowrotkiem.

Dzisiaj była możliwość zakupienia wrzeciona, oczywiście kupiłam jedno ( jedno, bo po co mi więcej?).
Po powrocie do domu wypróbowałam je i powstał taki malutki kłębuszek wełenki.



Jak widać wełenka jest wielokolorowa i nie jest to wełna farbowana.

Dzisiaj naszymi mistrzyniami były  Bożena Budzeń i Magdalena Lesiecka.
Magdę już znacie - to pomysłodawczyni projektu, który realizujemy.
Pani Bożena to mistrzyni w przędzeniu i tkaniu.



Wełnę na chodniczki i bieżniki przedzie na elektrycznym krośnie


Na tradycyjnym spod jej ręki wychodzi niteczka jak pajęczyna.
Panią Bożenę Budzeń można spotkać w Muzeum w Klukach w sklepiku z pamiątkami.


Przędzenie sprzyja pogaduszkom, na zdjęciu powyżej widać jak rozmawiam o jadalnych chwastach. Ta dziewczyna wie o nich prawie wszystko.Jest ich ogromna ilość.
Jak widać znowu część spotkania spędziłyśmy na podwórku. Byłyśmy dodatkową atrakcją dla osób odwiedzających muzeum.

Zawsze przynosimy coś smacznego do zjedzenia, tym razem zrobiłyśmy pizzę.   Pieczona była w piecu chlebowym.
Była pyszna!!

Wracając ze Swołowa wpadłyśmy do koleżanki z warsztatów,do Świerkowego zakątka. Cudne miejsce, cisza, dużo zieleni, przytulne domki. Do takiego zakątka wpadłabym na dzień, dwa.

12 komentarzy:

  1. Basiu podziwiam Cię , już dawno nie spotkałam tak pozytywnie zakręconej osoby z miłością do zwiedzania i podróży. Ty to chyba walizkę masz zawsze spakowana :-)
    Cieszę się ze miałaś okazje posmakować czegoś nowego a zakup wrzeciona świadczy że Ci się spodobało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przędzenie coraz bardziej mi się podoba, chociaż wiem,że kołowrotka sobie nie kupię. Zupełnie nie mam gdzie go postawić :-)
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Ooo, super nowe doświadczenie :).

    Fajny kłębuszek :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Na dobre wkręciłaś się w to przędzenie. Moja prababcia była mistrzynią w tej dziedzinie. Jej niteczki były cieniutkie i równiutkie jak pajęcze. Z całej okolicy ludzie zwozili wełnę do przędzenia
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia też przędła, ale widziałam ją tak rzadko, że z kołowrotkiem nie pamiętam jej.
      pozdrawiam

      Usuń
  4. Podziwiam:)))kiedyś ,dawno dawno temu na wsi u mojej babci próbowałam zwijać wełnę,ale niestety to było tak dawno,że nie wiem czy bym dziś potrafiła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec miesiąca będę wełnę łączyła. Dwie niteczki razem, jeszcze nie pamiętam jak to się właściwie mówi, ale nauczę się to robić ;-)

      Usuń
  5. Swietny czas! Chciałabym umieć tkać, nawet tata ma krosno ale nikt nie umie nawlec tych niteczek:):):) hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tkałam w zeszłym roku , ale nawlec nitki na krosno pomagały mi koleżanki, bo trzeba się przy tym sporo nabiegać ;-)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawe informacje kochana.. ;) Podziwiam cię i gratuluję nowych doświadczeń..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję
      Staram się łapać z życia jak najwięcej, jest takie króciutkie ;-)

      Usuń